 |
Inni Murzyni siedzieli zgięci jak kąty trójkąta, tacy byli chudzi i umierający. Marlow określa ich mianem kątów. Czołgali się do rzeki, by napić się wody.
Udał się do stacji, gdzie spotkał białego człowieka. Był to urzędnik
księgowy, który zachował nienaganne maniery i ubranie europejskie. Miał biały
kołnierzyk i gorset, był uperfumowany. Przebywał w Afryce już trzy lata. Chwalił
się, iż jedną z tutejszych kobiet wyuczył krochmalenia koszul i kołnierzyków.
Poszli razem do stacji, budynków kompanii handlowej. Były w złym stanie.
Od owego urzędnika po raz pierwszy Marlow usłyszał nazwisko
Kurtz. Miał to być
agent najlepszy w Afryce, wybitny człowiek, kierownik stacji handlowej. Zajmował
się pozyskiwaniem kości słoniowych i przysyłał ich najwięcej ze wszystkich.
Poprosił Marolowa, aby gdy spotka Kurtza, przekazał mu, iż wszystkie dokumenty i
księgowość są prowadzone bez zarzutu. Księgowy nie lubi wysyłać do niego listów,
bo posłańcy często nie dochodzą do stacji centralnej w Leopoldville (dzisiaj
Kinszasa w Kongo). Zdradził także, iż rada spółki w Europie chce Kurtza
awansować na ważne stanowisko.
Kolejnego dnia Marlow wraz z 60 ludźmi wyruszył pieszo w podróż
200milową do Leopoldwille. Każdy z niewolników niósł 60- funtowy ładunek. Szli
po niskiej trawie wydeptanymi ścieżkami. Rzadko kiedy spotykali ludzi. Raz
potknął się o ciało Murzyna z przestrzeloną głową. Innym razem spotkał białego z
grupą Zanzibarczyków „pilnujących porządku” w dżungli nie wiadomo przed kim.
Szedł z nim jakiś otyły biały człowiek, który mdlał w słońcu i Marlowa drażniło
to, że musi cucić go. Zapytany o cel tej wędrówki, odpowiedział, iż chce
zarobić. Pewnego razu dostał gorączki i trzeba było go nieść. Tragarze niemal
podnieśli bunt, ponieważ mężczyzna był za ciężki.
Piętnastego dnia marszu dotarli do stacji centralnej. Tam dowiedział
się, iż jego parowiec leży na dnie. W rozmowie z dyrektorem zapytał, co
właściwie będzie miał robić, skoro nie ma statku? Miał wydobyć go, wyremontować
i ruszyć w rejs. Te wszystkie działania zajęły Marlowowi kilka miesięcy.
Podczas
pierwszej rozmowy z dyrektorem ten nie poprosił nawet, aby kapitan usiadł. Był w
centrali już trzy okresy po trzy lata i mimo że większość agentów chorowała i
ulegała plagom chorób, dyrektor trzymał się niewzruszony. Mawiał, iż powinni tam
przyjeżdżać agenci bez wnętrzności. Poinformował go któregoś dnia o chorobie
Kurtza.
Pewnego razu zapaliła się szopa i magazynowane w niej materiały spłonęły.
Wychłostano pewnego Murzyna, ale chodziły słuchy, że dyrektor skorzystał na tym.
Poznał wtedy młodego agenta. Miał on misję wyrób cegieł. W okolicy nie było
jednak ani jednej cegły, ponieważ do uruchomienia fabryki potrzebował jakiejś
części z Europy. Nie przysyłano mu jej od roku. Ludzie w stacji bardzo donosili
na siebie i plotkowali. Agent ten opowiadał o Kurtzu, który był kierownikiem
stacji w głębi kraju i jego wielkich osiągnięciach, świetlanej przyszłości.
Marlow odniósł wrażenie, że pojawienie się Kurtza nie jest dla nich obu, agenta
i dyrektora stacji pożądane. Zagraża ich karierze.
|
|